Wedrowki sladami polakow cz.2
Wpisał: Administrator   
23.01.2007.

Po licznych przygodach w lutym 1981 roku docieraja w koncu do Peru. W szczycie pory deszczowej przeplywaja najtrudniejszy 160-kilometrowy odcinek Rio Maranon, rzeki jeszcze do niedawna uwazanej za zrodlo Amazonki. Potem wyprawa kieruje sie na poludnie - do Areauipy. W Limie poznaja jeszcze jedna osobe, ktora miala ogromny wplyw na losy ekspedycji - Gonzalo de Reparaza, peruwianskiego geografa zafascynowanego Colca. Pokazuje on Polakom artykul Roberta Shippee opublikowany w NATIONAL GEOGRAPHic w styczniu 1934 r. Ow Amerykanski pilot donosi w nirn, ze piec lat wczesniej wraz ze swym partnerem George'em Johnsonem odkryl z powietrza potezny kanion rzeki Golca. Rozpaleni ciekawoscia i z nowymi informacjami Polacy ruszaja nad Colce. W latach 30. podroz ?. Areauipy nad brzeg kanionu zajmowala dwa tygodnie. W latach 80. - jeden dzien. W poczatkach maja swym „Condorito" dojezdzaja do lezacej nad rzeka Golca malo wtedy znanej miejscowosci Chivay i rozpoczynaja poszukiwania miejsca, w ktorym daloby sie spuscic kajaki na wode. Po kilku dniach rekonesansu na poczatek splywu wybieraja miejscowosc Cabanaconde.

- Pamietam, jak stanelismy tam pierwszy raz na krawedzi kanionu. Widok byt piekny, lecz zarazem potwornie dziki. W rzece czulo sie niebezpieczenstwo. W powietrzu lataly dwumetrowe kondory. Minelo kilka dni, nim zdecydowalismy sie plynac - wspomina Piotr Chmielinski. Poblogoslawieni przez ksiedza i odprowadzani przez dziesiatki mieszkancow Cabanaconde przechodza srodkiem wioski i dochodza do krawedzi. Na tym odcinku kanionu musza zejsc do lustra wody 1200 metrow. Kajakarze byli przekonani, ze 100-kilometrowy fragment rzeki, gdzie zamienia sie ona w rwacy gorski strumien plynacy przez kanion, pokonaja w piec dni. Jedzenia wiec wzieli ze soba na siedem dni. Przeliczyli sie. Juz pierwszego dnia rzeka okazala sie tak trudna, ze zamiast 20 udalo im sie przeplynac zaledwie trzy kilometry! Zdarzaly sie dni, kiedy rzeka wygladala jak krajobraz po trzesieniu ziemi. Jedno wielkie rumowisko. Nurt niosl kajaki z predkoscia kolejki gorskiej w lunaparku - po pokonanym kilometrze ubywalo czesto sto metrow wysokosci. Dziesiatego dnia podroznikom nie udalo sie zapanowac nad pontonem i silny odwoj (rodzaj wiru) wciagnal go i przez 15 minut miotal nim o ostre skaly. Kiedy po ciezkiej walce wyciagneli ponton na spokojniejsza wode, w jego dnie ziala 4,5-metrowa dziura. Czesc lin, sprzetu i resztka jedzenia zniknely pod woda. Z kanionu i tak nie ma jak sie wydostac - trzeba plynac dalej. Jedyna droga wyjscia prowadzi wzdluz glownego nurtu Rio Golca. Caly dzien przenosza kajaki i pokiereszowany, ale wciaz nadajacy sie do plyniecia ponton przez miejsca, przez ktore nie daje sie splynac. Po zmroku zjadaja ostatnie racje zywnosciowe i zasypiaja. Dryfuja jeszcze caly dzien, przenosza sprzet przez 10-metrowe wodospady, ktore nazywaja imieniem Jana Pawla II (widoczne na zdjeciu otwierajacym artykul), az doplywaja do miejsca, skad, jak wynika z mapy, mozna dotrzec do osady Canco. W ciagu 11 dni przeplyneli niecale 45 kilometrow. Maszerujac w strone Canco, natykaja sie na pasterzy. Ci widzac, w jakim stanie sa kajakarze, czestuja ich jajami, slodkimi ziemniakami, serem, owocami.

To ich pierwsze jedzenie od dwoch dni. W Canco zostali na 10 dni. I ruszyli dalej. Do konca kanionu pozostalo 55 kilometrow. Plyneli po wodzie czystej jak krysztal i kapali sie przy goracych siarkowych zrodlach. Znalezli skamieniale szczatki prehistorycznych zwierzat, unikali kamieni odrywajacych sie od scian wawozu. Plyneli przez odcinki tak waskie, ze sciany kanionu zblizaly sie do siebie na odleglosc 3-4 metrow i strzelaly do gory na wysokosc tysiecy metrow. Bardzo ostry nurt kilkakrotnie zmuszal ich do walki o zycie. Po miesiacu od wyruszenia z leniwego Cabanaconde wzburzone wody Rio Golca doniosly ich do ostatniego trudnego miejsca - nazwa je „Kanionem Polakow". Przeplywaja przez czterometrowej wysokosci wodospad i wreszcie wzburzona Colca pozwala kajakarzom odpoczac - teren robi sie plaski, a rzeka rozlewa sie na szerokosc 40-50 metrow. Koniec walki. Podroznikow opanowuje euforia. Nikt przed nimi nie przeplynal najglebszego kanionu na ziemi! W ciagu nastepnych tygodni Polacy staja sie najslawniejszymi ludzmi w Peru. Udzielaja licznych wywiadow. Ich wyczyn zostaje wpisany do Ksiegi Rekordow Guinnessa. Trafiaja tez do gabinetu prezydenta Peru. - Idac na spotkanie z prezydentem, wzielismy gitare. Kiedy to zobaczyl towarzyszacy nam polski dyplomata, zlapal sie za glowe i zaczal krzyczec: „Panowie, tak nie wolno, jak dowiedza sie w Polsce w ministerstwie, co wy tu wyrabiacie, natychmiast wyrzuca mnie z placowki" - wspominaja kajakarze. Ale prezydent Fernando Belaunde Terry jest zachwycony Polakami. Audiencja zamiast 15 minut trwa prawie godzine i konczy sie odspiewaniem gromkiego „Sto lat". Prezydent kazdemu z kajakarzy funduje na dwa tygodnie pokoj wraz z wyzywieniem w najlepszym hotelu w stolicy. 13 grudnia 1981 r. - wprowadzenie stanu wojennego w Polsce - zastaje kajakarzy w Limie. Polska ambasada zada natychmiastowego powrotu do kraju i proponuje im bilety powrotne - przez Moskwe. Odpowiedz podroznikow jest blyskawiczna - wyprawe „Canoandes '79" przeksztalcaja w Biuro „Solidarnosci" na Ameryke Lacinska i organizuja marsz pod haslem „Solidarnosc z »Solidarnoscia«". Przychodzi piec tysiecy osob. Na czele tlumu idzie slynny peruwianski pisarz Mario Vargas Llosa. Manifestanci protestuja przed ambasadami polska i radziecka. W ten sposob kajakarze skutecznie zamykaja sobie droge powrotu do Polski. Na dodatek Polakow zaczynaja sledzic bojowkarze z Komunistycznej Partii Peru, Wkrotce Jacek Bogucki, Zbigniew Bzdak, Piotr Chmielinski, Jerzy Maj-cherczyk i Andrzej Pietowski decyduja sie opuscic Peru i wyjechac do USA, gdzie mieszkaja do dzisiaj. Do kanionu Golca wracali kilkakrotnie - Chmielinski i Pietowski przeplyneli go az po piec razy.

Aby dodac komentarz zaloguj sie. Jesli nie masz konta, zalóz je sobie. Tylko zarejestrowani uzytkownicy moga pisac komentarze.

 

Komentarze


jpcomment 1.0 Beta